poniedziałek, 7 listopada 2016

Badania dla ultrasów. AWFiS Gdańsk


W pierwszy listopadowy weekend zagościłem w Gdańsku na badaniach dla biegaczy ultra-dystansowych przeprowadzanych przez tamtejszy AWF.
Udało mi się zakwalifikować! Super sprawa. Była nas garstka , dwudziestu wspaniałych pozytywnie zakręconych "wariatów" zgodziło się poddać szeregowi badań przed biegiem jak i w trakcie.
Wszystko za free, nawet dojazd.
Wszystko zaczęło się w piątek rano: zakwaterowanie, śniadanie i pierwsze badania.
Pierwsze pobranie krwi ( siedem ampułek) ,dwa badania serca w tym echokardiografia, ciśnienie i mocz do analizy. I jak się okazuje to dopiero początek!
Czas na obiad i chwila przerwy ,wiec lecę nad Bałtyk.
Szybki powrót, kolacja o 18:30 i kolejne badania. Od tej pory zbieramy siku do baniaka :) i kolejne badania: postawy, chodu, analiza składu ciała, ankieta z przeróżnymi pytaniami ,wyznaczenie nogi dominującej i tu zdziwienie ... bo okazuje się że lewa, a cały czas myślałem że to prawa. No i
badanie siły nacisku lewej nogi. Badanie to będzie powtarzane również podczas sobotniego biegu.
Lecimy do hotelu i szybki sen bo rano wczesna pobudka.

Sobota zaczęła się o piątej pobraniem krwi i oddaniem baniaka z moczem, śniadanko i lecimy na bieżnie.


Z rana jeszcze mrozik trzymał, bieżnia pokryta miejscami lodem wiec trzeba było bardzo ostrożnie biec , szczególnie na zakrętach :) Jeszcze przed siódmą nastąpił start do biegu na dystansie 100 km
Ciężko sobie wyobrazić kręcenie 250 kółek i być przez tyle czasu w jednym miejscu. Przynajmniej punkt odżywczy znajdował się co 400 metrów :)

Pierwsze badanie po 25 km zaczynało się od siku do baniaka potem siła mięśnia łydki (moc większa niż w badaniu z piątku) i pobranie krwi (siedem ampułek). Wracamy do biegania i za 63 okrążenia powtórka z rozrywki tylko zmieniam rękę do pobrania krwi. Około 60 kilometra dość mocno odczuwałem prawą kostkę, potem lewą i kolana. 75 kilometr badania : sikanie do baniaka, moc łydki
( na 50 km była mocniejsza niż w badaniu z 25 km) a w tym badaniu siła jeszcze wzrosła. Natomiast moja prawa kostka ..... ?  No cóż wymagała fachowej pomocy ratownika, bandaż poszedł w ruch, choć proponowali zakończenie biegu. Decyzja że walczę dalej i lecę, i doleciałem ale tylko na 81 km ( 203 okrążenia). Bieg dla mnie się skończył, to znaczy skończył się dla mojej kostki :) bo moje ciało i głowa  chciało biec dalej ale.......
Oddałem jeszcze siku:) , moc łydki troszkę spadła ale nieznacznie no i krew oddałem. Przez cały bieg do pobierania zmieniałem ręce, zresztą teraz to bez różnicy bo po tylu okrążeniach i godzinach spędzonych na bieżni to naprawdę dla nich wszystko jedno. Do pokoju hotelowego zmierzam wolnym krokiem z czystym baniakiem bo do rana trzeba do niego sikać:)
Szybki prysznic  i  na badania usg jeszcze nas wysyłają ( badanie zmęczeniowe achillesa ) no i ja się jeszcze załapałem na badanie kostki. Badanie wykazało duże zmęczenie ale jeszcze za kilka dni rtg muszę zrobić dla pewności. W niedzielę pożegnałem się z baniakiem i po raz ostatni ............ oddałem krew !!! Śniadanie, kilka gadżetów od sponsorów, obiad i do domu.




Część elity biegowej i ja początkujący na długich dystansach. Fajni ludzie, dużo informacji praktycznych i technicznych.  Po opracowaniu dostaniemy wyniki badania - tam dopiero będą informacje

Pozdrawiam